3.02.2016

Wczoraj w Wellington nam się przedłużyło przez co zastała nas noc w drodze do Tongariro i na domiar złego zapaliła się lampka rezerwy, więc nasza środowa wyprawa na Trawers Tongariro stanęła pod znakiem zapytania. Zatrzymaliśmy się na nocleg ok 70km od miejsca docelowego w miejscowości, gdzie była stacja benzynowa. Trafił nam się bardzo fajny i tani kemping (10$ na głowę) na którym bonusowo była wytyczona krótka ścieżka w lesie, na końcu której było można zobaczyć świetliki! Od dziecka szukałam po lasach świetlików i oto się znalazły 🙂

Wstaliśmy rano ok 7, prysznic, pakowanie, śniadanie, tankowanie i ruszyliśmy w stronę miejsca startu Trawersu. W związku z wczorajszym późnym przybyciem, nie mieliśmy zorganizowanego transportu powrotnego z końca trawersu na początek, gdzie zostawiamy kampera. Próbowaliśmy się coś dowiedzieć w 2 miejscach ale obie panie były bardzo słabo poinformowane więc po prostu pojechaliśmy na parking Mangatepopo, gdzie znajduje się początek wędrówki. Najlepszą opcją jest zostawienie auta na końcu szlaku i załapanie się na poranny transport na początek szlaku – nie masz wtedy stresu czy zdążysz na swój autobus czy nie. My jednak byliśmy trochę za późno żeby się załapać ponieważ ostatni taki robi kurs ok 9. Pomyśleliśmy przez chwilę że nici z dzisiejszej wycieczki ale kierowca jednego z busów uspokoił nas i powiedział, żebyśmy zostawili auto na Mangateopopo i ruszyli szlakiem a na końcu na spontanie złapiemy transport oraz “Hey guys, don’t worry,  here is New Zealand, everything is easy” 🙂 Podbudowani jego radą zapakowaliśmy kanapki do plecaka, zawiązaliśmy buty i ruszyliśmy.

Trawers Tongariro  określany jest często mianem najwspanialszej, jednodniowej wycieczki na świecie. W ciągu 6-8h wędrówki (19,6km) spotyka sie wulkany, jeziora kraterowe, wysokogórskie pustynnie, wodospady i tropikalny las.

Trawers zaczyna się na parkingu Mangatepopo. Można oczywiście przemierzać trawers w drugą stronę ale w takim układzie ciężko będzie złapać transport, który waz odwiezie do auta.

Pierwszy odcinek szlaku do Soda Springs (ok 1h marszu, 5km) biegnie wzdłuż potoku mijając jęzory zastygłej lawy. Ścieżka wiedzie nas delikatnie pod górę ii jest to zdecydowanie najłatwiejszy odcinek całej wycieczki. Za Soda Springs zaczyna się mozolna wspinaczka trwająca ok. 1h, która prowadzi do płaskiego Krateru Południowego mającego postać wysokogórskiej pustyni. Potem kolejne strome podejście prowadzące nas przez grań oddzielającą kratery. Pomimo pięknej, słonecznej pogody w tym miejscu daje się we znaki lodowaty wiatr- dobrze jest mieć coś do ubrania. Po dotarciu na górę po prawej wyłania się Czerwony Krater. Groźnie wyglądająca, mieniąca się czernią i czerwienią dziura w ziemi. Ścieżka prowadzi dalej trawersem wzdłuż krateru do najwyższe punktu trasy.  Po wdrapaniu się na wierzchołek, oczom ukazują się nieziemskie wręcz Jeziora Szmaragdowe oraz Jezioro Błękitne. Jest to dobra miejscówka na zjedzenie kanapki. Dalej ścieżka prowadzi po bardzo luźnym, grząskim i stromym terenie. Coś jakby stroma plaża usypana z wulkanicznego piasku. Tutaj najbardziej się cieszyliśmy z wyboru górskich butów za kostkę zamiast lekkiego trekingowego obuwia 🙂 Przy szmaragdowych jeziorach usłyszeliśmy polską mowę- poznaliśmy Kasię i Mariusza, z którymi szliśmy razem już do końca trasy i nie tylko 🙂 Generalnie od Błękitnego Jeziora trasa cały czas opada, co na początku traktowaliśmy jak błogosławieństwo, a po ponad 2 godzinach schodzenia jako przekleństwo. Im schodzimy w niższe partie gór, tym robi się bardziej zielono aż do wejścia w las tropikalny, który prowadzi nas do parkingu Ketetahi.

Na parkingu Piotrek złapał pierwszego z brzegu kierowcę i na magiczne hasło “Mangatepopo” uzyskał odpowiedź 30$ i 16.30 i to wszystko 🙂 Generalnie jeśli uda się skończyć wędrówkę do g.17.00 z transportem zarówno na parking początkowy jak i pobliskie kempingi czy miasteczka nie powinno być problemu. Jednak dla spokoju ducha lepiej jest przyjechać dzień wcześniej o rozsądnej porze i zorganizować wszystko po bożemu a nie na spontanie jak my 🙂

Tak czy siak Trawers Tongariro jest kolejnym absolutnie koniecznym punktem do zaliczenia podczas wyprawy do Nowej Zelandii. Przydatne informacje uzupełnimy później 🙂