Menu Close

Milford Sounds, gdzie góry schodzą do morza

28-29.01

W Queenstown kupiliśmy na godzinę 9 w piątek wycieczkę statkiem po słynnych Milford Sounds i udaliśmy się w drogę. Samo Queenstown jest świetnym miejscem, pięknie położonym wśród gór nad przepięknym jeziorem. Jest uznawane w Nowej Zelandii za kurort numer jeden. Chętnie byśmy tu zostali na dodatkowy dzień, gdybyśmy oczywiście mieli czas 🙂

Z Queenstown do Milford trzeba zrobić dedykowany wypad i to prawie 300 km w jedną stronę. To co się tam zobaczy, warte jest jednak zachodu…

Im głębiej wjeżdżaliśmy do parku narodowego Fiordlandu, tym częściej się zatrzymywaliśmy i więcej zdjęć robiliśmy (w sumie blisko 800 w 2 dni). Nie bez przyczyny w tych okolicach kręcone były sceny do Władcy Pierścieni – rejon jest iście magiczny. W odległości krótkich 20-30 min spacerów od głównej drogi znajdują się cudne wodospady a ścieżki do nich prowadzące przez tropikalny las są po prostu nieziemskie. Dziwacznie powykręcane drzewa, omszałe pnie i ogromne paprocie wprowadzają mistyczną atmosferę.

Spektakularne są także góry, schodzące do drogi na przemian porośniętymi lasem stromymi  zboczami i pionowymi, skalnymi urwiskami. I wszędzie są wodospady! Mniejsze lub większa woda cieknie dosłownie z każdej szczeliny. Wody jest tutaj pod dostatkiem ponieważ średnio przez 180 dni w roku leje tutaj deszcz. My po raz kolejny mieliśmy niesamowite szczęście że dopisała nam pogoda. Zaczynam podejrzewać, że nie możemy być chyba zbyt mądrzy.. (zgodnie ze znanym kaszubskim przysłowiem “Głupi to ma szczęście”)

Nie będę się tu za bardzo rozpisywać, po prostu wrzucę ze sto zdjęć 🙂